Czemu tu piszę?

Nie mam czasu widywać się z wszystkimi, z którymi bym chciała, nawet z moimi wspólniczkami w rękodziele... A tu mogę podzielić się tym, co właśnie robię bez wychodzenia z domu. Jestem Warmianką dzięki dziadkom, którzy przyjechali tu dawno temu. I zgodnie z zasadą, że dopiero trzecie pokolenie imigrantów interesuje się kulturą miejscową, ja także zaczęłam się interesować. Tropię, odtwarzam i tworzę.

piątek, 13 stycznia 2012

Wycena rękodzieła

Zainspirowana wpisem z bloga yadis postanowiłam zastanowić się, ile kosztują właściwie moje prace. Ponieważ robię teraz głównie różnego rodzaju szale i chusty, w większości mniej lub bardziej inspirowane estońskimi tradycjami, obliczenia będą robione dla takiego właśnie produktu średniej wielkości (szal lub chusta w rozmiarze odpowiednim do okrycia ramion):

Wydłubanie na drutach niezbyt skomplikowanego szala lub chusty zajmuje mi jakieś 30 godzin (średnio - zależnie od włóczki i zawiłości). Biorąc pod uwagę, że jako pracownik sfery publicznej zarabiam netto jakieś 7,5 zł na godzinę (!), to koszt mojej robocizny obliczę na 225 zł.

Włóczka, z której zwykle robię, to koszt ok. średnio 65 zł. Raczej nie tracę czasu na tanie materiały, chyba że próbuję nowej techniki albo wzoru, ale wtedy nie sprzedaję.

Do tego dochodzą koszty dodatkowe, takie jak czas fotografowania i obróbki zdjęć, wysyłka, koszty pośrednika itp.(nie liczę amortyzacji sprzętu ani kosztów prądu, ogrzewania itp., choć w rozsądnym rachunku ekonomicznym powinnam), czyli jakieś 10 zł.

Razem 300 zł - pięknie zaokrąglona liczba.

Podatek dochodowy od sprzedaży rękodzieła to w przybliżeniu 19% od ceny netto (pomijam wszelkie zawiłości związane z opodatkowaniem takiej działalności), a zatem  57 zł.

Prosty szal średniej wielkości powinien zatem kosztować jakieś 360 zł. Możliwe, że od teraz zacznę je sprzedawać w takiej właśnie cenie. A jeśli nie znajdą nabywcy, to jacyś szczęśliwcy będą je otrzymywać jako prezenty :) Ostatecznie zdawałam sobie sprawę z tego, co robię, wybierając sobie takie kosztowne, prestiżowe hobby!

16 komentarze:

  1. Witaj, a nie jest to trochę tak, że jako pracownik sfery publicznej boisz się, że ktoś Cię jeszcze może podkablować, że dorabiasz na lewo?
    Ja boję się przysporzyć mężowi kłopotów... Pozdrawiam i w pełni się zgadzam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie boję się, bo ustawa nie zabrania mi prowadzenia działalności gospodarczej (muszę mieć tylko zgodę szefa), a ja jej nawet nie prowadzę, tylko sporadycznie sprzedaję produkty rąk własnych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak rozliczyć sprzedaż rąk własnych, nie prowadząc działalności - nikt mi nie chce udzielić jedonznacznej, wyczerpującej odpowiedzi:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gooocha - Nie da się. Trzeba założyć działalność gospodarczą, bo w przeciwnym wypadku urząd skarbowy może się do Ciebie dobrać za niepłacenie podatków. I dlatego ja nic nie sprzedaję, tylko robię to, bo po prostu lubię :)
      Mim - Gdyby można było sprzedać wytwory naszych rąk za takie ceny, to chętnie taką działalność bym założyła, ale w Polsce rynek jest niesprzyjający rękodzielnikom. Tak jak Ty mam ekskluzywne hobby ;)))
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. No to ciekawe - bo z tego co zauważyłam w burzy dyskusji o cenie za swe dzieła najgłośniej krzyczą takie osoby, które działalności nie mają a z kolei deklarują, że sprzedają za WŁAŚCIWĄ cenę, jeśli już, a jak nie , to rozdają. Czyli rządanie uczciwości wybiórcze i zależy, czego dotyczy...

      Usuń
    3. Chodzi i o uczciwość i o nieznajomość prawa. Gdyby wszystkie te osoby uświadomiły sobie, że państwo ukarze je wielotysięcznymi karami za nielegalną działalność, to myślę, że szybko by się skończyło sprzedawanie wyrobów w internecie, a ceny poszłyby w górę ( mniej towaru) i w końcu legalnie działający przedsiębiorcy mogliby zarobić odpowiednią kasę. Ale nie spodziewam się tego w najbliższym czasie. Szara strefa istnieje zupełnie jawnie i nikt nie ma zamiaru zrobić z tym porządku. Tylko jak uświadomić całe społeczeństwo?

      Usuń
    4. Zapomniałam dodać, że można zawrzeć umowę o dzieło i wtedy oczywiście jest to legalne - jakoś umknęło mi to zupełnie. Może dlatego, że jest to rozwiązanie dla osób, które pracują na etat, a tylko chcą dorobić. Yadis pisze w komentarzu o tym na swoim blogu.

      Usuń
    5. Anka, jakoś nie wierzę w podpisywanie umowy o dzieło na czapkę, szalik i rękawiczki dla dziecka sąsiadki, bo to groteską trąci.

      Usuń
    6. Ja też w to nie wierzę, ale jest taka możliwość. Zapewne przy dużych projektach można by się pokusić o takową umowę.

      Usuń
    7. Umowa o dzieło z sąsiadką nie wchodzi w grę, chyba, ze występuje ona jako firma (czyli ma zarejestrowaną działalność gospodarczą). Natomiast swoje wytwory można rozprowadzać na podstawie umowy cywilno-prawnej o kupnie i sprzedaży ( jak przy samochodach), zaś na koniec roku w PIT-ach wykazać dochody w rubryce inne. Oczywiście umowy należy trzymać do wglądu dla Urzędu Skarbowego). Jakakolwiek sprzedaż bez "papieru" to czarny rynek. Na dzień dzisiejszy ja rozdaję swoje wyroby tym, którzy cenią rękodzieło.

      Usuń
  4. Właśnie wczoraj wieczorem czytałam u yadis o tej wycenie rękodzieła. Zgadzam się w całej rozciągłości, że powinno kosztować tyle, ile jest faktycznie warte. Sprzedawanie swojej pracy i talentu powinno być wymierne...
    Inaczej, biorąc marne grosze nie cenimy się i (przepraszam za porównanie) robimy z siebie dziada!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, w całej rozciągłości. I mam nadzieję, że takie posty jak Twój i yadis trafą też do tych dziewiarek, które uprawiają dumping, i przemówią im do sumień.
      Chociaż obawiam się, że prędzej naskoczą na Was lub pomiędzy sobą nie zostawią na Was suchej nitki.
      Tak czy siak popieram właściwą wycenę rękodzieła, tak samo jak szanowanie praw autorskich.

      Usuń
  5. Zgadzam się w 100% Dlatego też robię dla siebie i najbliższych, bo ludzie myślą, że za 50zł dostaną piękną, dużą, oryginalną, wysokiej jakości chustę lub szal. Najlepiej jeszcze by w cenie była włóczka z kaszmirem lub jedwabiem!!! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak.
      Dlatego ja nie sprzedaję tego co robię - wszystko idzie jako prezent, lub służy najbliższym w noszeniu.

      Dlatego też nie ma sensu kupować najtańszych włóczek, jeżeli robocizna przekracza kilkanaście/kiladziesiąt razy ich cenę. Bo po prostu żal wyrzucać zmechaconą, pozaciąganą dzianinę, nad którą ktoś spędził masę godzin.

      Usuń
  6. Zgadzam się w pełni. Ja często się spotykam z czymś takim, że najlepiej to jak tylko się prezenciki daje:)Bo nawet jak w rodzinie ostatnio powiedziałam, że za szał ozdobiony filcem chce tylko jedna paczkę wełny czesankowej(czyli ok. 12 zł, to wciąż czekam na kontakt:)A czy to tak dużo?

    OdpowiedzUsuń
  7. Uśmiechnęłam się czytając Twojego posta. Uświadomiłam sobie, że nigdy nie próbowałam oszacować kosztów wytworzenia takiej na przykład chusty, a zawsze ważyłam tylko czy kwota, której autorka oczekiwała, jest duża, czy mała. Niestety, Chińczycy są pod tym względem bezkonkurencyjni :( A dlaczego się uśmiechnęłam? Bo przemknęło mi przez głowę, że gdybyś zamiast w sferze publicznej, pracowała choćby jako mechanik w serwisie samochodowym (państwowym, niedawno ustawiałam zbieżność kół) to chusta kosztowałaby ponad trzy tysie. O, kurcze! Wniosek: jak chcę mieć unikatowy wytwór rękodzielniczy, wykonany przez kogoś, kto zadaje sobie trud nie tylko, żeby dziergać, ale także, żeby pokazywać na blogu, co robi, to trzeba te trzysta z groszami wysupłać i się cieszyć.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń